Obydwaj jechaliśmy na motocyklach marki Honda XL600V Transalp. Motocykle spisały się świetnie. Przez całą drogę w motorkach nic nie nawaliło - no na początku były problemy, ale to nie wina Trapów.
Dlaczego Trapi:
PLUSY
Po pierwsze jest to motocykl uniwersalny. Świetnie spisywał się na autostradach (musieliśmy przecież przejechać całą Europę) i na gorszych drogach / dróżkach - czyli prawie cała Afryka. Na samą pustynię nie jest idealny. Na pewno lepiej było by mieć lżejszy motorek. W Mauretanii jechaliśmy z dwoma motocyklistami francuskimi, którzy mieli DR650 i Dominatora. Motocykle wyraźnie lepiej im szły po miękkim piachu niż nasze trapy.
Dużym plusem jest znana niezawodność transalpa. Nie musieliśmy się martwić, że nam jakieś linki będą pękać, czy inne części odpadać. Naprawdę ostro dawaliśmy czadu. Najcięższy dla trapów był odcinek kamienistej pustyni w południowym Maroku przy granicy z Algierią. Zawieszenia trapa jest zdecydowanie za miękkie na loty nad korytami wyschniętych rzek z super-obciążeniem.
Trap jest też dużo lżejszy od takich maszynek jak Africa, Viadro i inne kolosy. Kiedy człowiek wywala się na pustyni już któryś raz, słoneczko pali to podniesienie samemu motocykla w miękkim piachu nie jest najłatwiejsze. Wtedy każdy kilogram się liczy.
MINUSY
Teraz parę minusów. Najbardziej wkurzający jest malutki zbiornik trapa - 18l. To zdecydowanie za mało. Nigdzie nie mogę znaleźć większych zbiorników do trapa - jest jedna niemiecka firma, która robi takie 38 litrowe cudo, ale kosztuje to chore pieniądze - 2000DM. Może ktoś wie gdzie w Polsce można by zamówić taki zbiorniczek za "resonable" kasę. Dominator, który jechał kawałek z nami, miał zamontowany 25 litrowy zbiornik acerbisa - mniej pali od trapa więc daje to już dużo lepszy zasięg.
Takim minusem estetycznym jest to, że trap brzmi jak 2 (bo to jest 2!). Nie ma jak odgłos dużej jedynki - od razu człowiekowi raźniej.
Plastikowa osłona pod silnikiem to pomyłka - powinna być aluminiowa (np. jak w Africe). Można to za sosunkowo niewielką kasę zmienić.
Trochę głupawo się jeździ na trapie na stojąco - kierownica jest za nisko.
OPONY
Całą Europę, Maroko i połowę Sahary Zachodniej przejechaliśmy na Mitasach - takie uniwersalne oponki. Są dobre na asfalcie i łatwym terenie. Na pustynię trzeba mieć koniecznie klocki (tył). Jakoś tak się porobiło, że nie kupiliśmy ich w Polsce, więc musieliśmy kupić w Maroku. Do wyboru mieliśmy Pirelli MT 21 i ...nic więcej. Więc kupiliśmy je i byliśmy z nich bardzo zadowoleni. Na pustyni spisały się super. Taka różnica w jeżdżeniu w porównaniu do uniwersalnych opon - dopiero z klockami jest fajna zabawa. Francuzi, którzy jechali z nami mieli Michelin-y Desert-y. Super oponki, ale chyba trudno je dostać w Polsce i są drogie. Założyli też sobie "big moosy" (może inaczej się to pisze). Jest to taka gąbka, która zastępuje dętkę - no i wtedy nie ma się problemów z dziurami. Super bajer, ale chyba drogi i trudny do dostania.
BAGAŻE
Im mnie tym lepiej. Wzieliśy zdecydownie za dużo. Następnym razem jedne gacie, koszulka i tyle. Boczne kufry przeszkadzają przy endurzeniu. Kiedy się jedzie stylem "startującego bociana", to noga wchodzi między piach a kufer no i bum...
CIUCHY
Najlepiej w jasnych kolorach. Jak słoneczko ostro daje to jest duża różnica. My niestety nie mieliśmy lekkich spodni motocyklowych. Moje tuaregi są przeznaczone na polski klimat, więc miałem je na sobie tylko w trakcie jazdy przez Europę. Jakieś dżinsy + ochraniacze w zupełności wystarczają. Najważniejsze są buty. Muszą być twarde, ale wygodne. Najlepiej mieć takie pół-turystyczne pół-enduro. Koniecznie z taką blaszaną osłoną na czubku. Na kamienistej pustyni kilka razy walnąłem nóżką w takie kupki kamieni. Gdyby nie te buciki to by mi połamało paluszki, a tak to prawie nic nie czułem.
Po raz pierwszy mieliśy kaski enduro. W terenie super - dużo lepiej widać; głowa mniej się poci, bo jest zawsze przewiew; gogle chyba lepiej chronią przed piachem no i koniecznie lustrzanki (wziąć zapasowe - moje po burzy piaskowej zmatowiały i do niczego się nie nadawały)
|